Do używania takiego oto ustrojstwa zamiast własnych paluszków staramy się namówić Małą M., kiedy zaczyna się drapać. W wielu przypadkach z powodzeniem. A czasami my ją tym drapiemy.
Panie wybaczą mój kuchenny analfabetyzm: w Ikei nazywa się toto pędzelkiem do ciast, ale co się tym robi ciastu – nie mam pojęcia. Ważne, że grube, silikonowe “włosie” tego pędzelka jest zdecydowanie mniej inwazyjne niż pazurki Małej M. A do tego dziwaczny pędzelek wzbudza ciekawość dziecka. Tak więc jeśli Twoje dziecko absolutnie musi się czymś podrapać – niech “podrapie” się czymś takim.
PS. W wolnej chwili uzupełnię poradnik o to przydatne “narzędzie”.

